„Nasza rodzina żyła na wsi, ale ja od zawsze chciałem się do miasta przenieść i życia poużywać. No, ale tak się zdarzyło, że mój starszy brat wyjechał, jak tylko skończył 17 lat. Poznał tam jakąś dziewczynę, wzięli ślub i wyprowadził się do miasta na stałe. A ja zostałem na gospodarce, bo przecież rodzice coraz starsi, ktoś im musiał pomóc. Szybko przejąłem wszystko po ojcu, bo bardzo schorowany był. Okropnie cierpiał przez ból pleców, zupełnie jak ja do niedawna" – opowiada pan Mieczysław (76 l.) spod Lublina.
„Moją żonę Marychnę to ja znam całe życie prawie! Mieszkała tu niedaleko, w gospodarstwie obok. Sąsiedzi to się śmiali, że trzeba szybko wesele robić i ziemie połączyć, żeby można było na jednym gospodarzyć. Rodzina mi pomogła, bo przecież wiadomo, że wesele to spory wydatek. No i oświadczyłem się, jak skończyłem 23 lata. Rok później urodził się mój Józek ukochany, a po nim Ewcia, prześliczna dziewczyneczka.
I tak całe życie na wsi pracuję. Roboty jest dużo, bo dwie spore gospodarki z żoną połączyliśmy i dwa duże stada. Długo byłem sprawny.
Dopiero po 60-tce zaczęły mnie plecy pobolewać
Na początku to tylko jak dźwignąłem coś ciężkiego, wystarczyło wziąć wtedy tabletkę albo maścią posmarować. Bywały dni, że normalnie chodziłem, pracowałem, nawet na spacer z żoną szedłem. Albo takie, że rano nie mogłem się podnieść, a jak chciałem iść do obory, to tylko o lasce. Ale później to już każdy dzień był koszmarem. Sam nie dawałem rady niczego zrobić, a przecież zwierzęta trzeba nakarmić, w obejściu posprzątać. Dzieci wyjechały, założyły swoje rodziny, żadne nie chciało zostać na gospodarce. A żonę to z kolei korzonki męczyły bardzo, też czasami nie mogła wstać z łóżka z tego bólu. Nie było komu robić! Zacząłem zwierzęta wyprzedawać…
Chodziłem po lekarzach, ale żaden nie pomógł. Od jednego dostałem skierowanie na fizjoterapię, to pół roku na termin czekałem. Tylko tabletki przeciwbólowe mi przepisywali, a jakie mocne! Faktycznie plecy mnie po nich mniej bolały, ale taki kołowaty byłem, tylko bym spał cały dzień. Do tego wszystkiego z 10 kilo mi przybyło, bo całe życie w ruchu byłem, a teraz to tyle, co po domu zdołam przejść, i to z laską.
Czułem się jak bezużyteczny kaleka!
Syn znalazł mi w końcu specjalistę u siebie w mieście, nawet rezonans mi zrobili. Powiedział, że tylko operacja, bo zmiany zwyrodnieniowe w kręgosłupie są zaawansowane. Przepuklina się zrobiła i dysk uciska na nerw, a jeśli go uszkodzi, to mogę całkiem stracić czucie w stopach. Łatwo powiedzieć OPERACJA! Ojciec mój miał właśnie taką operację na kręgosłup i już się po niej nie podniósł. Leżał, patrzył w sufit, trzeba go było przekładać z boku na bok, żeby odleżyn nie dostał. A przecież był wcześniej pełen życia, pracowity, wszędzie go było pełno! Jak go unieruchomili, załamał się, nawet pół roku nie minęło i już nie żył.
Którejś niedzieli dzieci przyjechały do mnie razem, i Józio, i Ewcia. Zadowoleni tacy, przywieźli mi jakąś paczkę i powiedzieli, że to specjalny prezent z Austrii. Zupełnie nie wiedziałem, co się dzieje: co za paczka, jaka Austria?!
Okazało się, że oni też się tej mojej operacji bali, bo pamiętali swojego dziadka, jak tak leżał całkiem bez życia. I cały czas szukali jakiegoś rozwiązania dla mnie. Syn dowiedział się o…
Dekompresyjnym pasie biomagnetycznym z turmalinem
Długa ta nazwa, ale od tamtej pory już udało mi się zapamiętać. Brzmi skomplikowanie, ale to taki pas do zakładania na plecy. Nowość, dopiero co opracowana w Austrii.
Syn zamówił specjalnie dla mnie ten pas. Byłem już wtedy zniechęcony i nie chciałem tego zakładać, ale powiedzieli mi oboje: pomyśl o wnukach. Nie chcesz chyba, żeby zapamiętały cię tak, jak my naszego dziadka! Mieli rację. W końcu dałem się namówić. Był wieczór, okazało się, że ten pas jest wygodny, więc położyłem się w nim spać. Rano wstałem z łóżka, poszedłem do zwierząt zajrzeć i… nagle zdaję sobie sprawę, że idę wyprostowany i nie potrzebuję laski! Mogłem normalnie schylić się po przewrócone grabie, a wcześniej gdybym zrobił coś takiego, to by chyba musieli sąsiada na pomoc wołać. Dopiero gdy odruchowo złapałem się za plecy, zauważyłem, że ciągle mam założony ten pas dekompresyjny. Zdążyłem już o nim zapomnieć przez noc. Cały dom obudziłem, jak krzyczałem do żony: To chyba działa!
„Coś cudownego!"
„Syn i synowa ten pas mi przynieśli. Kręgosłup bolał mnie tak, że coraz rzadziej wychodziłam z łóżka. Bałam się, że wkrótce już w ogóle nie wstanę. Zakładałam pas po południu albo na noc, bo i spać w tym można. Już po jakimś tygodniu ból się zmniejszył i mogłam chodzić bez łykania tylu tabletek przeciwbólowych. A potem to już z dnia na dzień coraz lepiej i lepiej. Jakiś miesiąc później, odkąd zaczęłam nosić pas, wyszłam z domu i pojechałam do syna bez zapowiedzi. Ale byli wszyscy zaskoczeni, jak mnie w drzwiach zobaczyli!"
„Tylko ten pas naprawdę pomógł"
„Mówią, że sport to zdrowie, ale chyba nie w nadmiarze. Całe życie dużo ćwiczyłem, najpierw to była piłka nożna i koszykówka, a później sztuki walki. Po 40-tce okazało się, że od silnych rotacji tułowia i gwałtownych ruchów mój kręgosłup był w rozsypce. Nic nie pomagało, a lekarz wysyłał mnie na operację, której bardzo się bałem, bo to się różnie mogło skończyć. Non stop szukałem w internecie, czy jest już coś nowego, co by mi na te plecy pomogło i tak trafiłem na informację o tym austriackim pasie. Nie wiem, czy ja byłem bardziej zaskoczony tym, jak działa, czy mój ortopeda, jak poszedłem na kontrolne badanie po miesiącu noszenia. Plecy jak nowe! Znów wróciłem do uprawiania sportu, choć już tak nie szaleję jak za młodu".
Codziennie zakładałem ten pas, tak na kilka godzin. Albo spać w nim chodziłem. Po jakichś 3 tygodniach, żona mówi, że to nawet 2 tygodni bliżej było, zupełnie mnie już nic nie bolało! Wróciłem do swoich zajęć. Energii miałem więcej niż przed tymi bólami! Zwierzęta odkupiłem. Nawet więcej, bo teraz robota mi szybciej idzie. Po jakimś miesiącu stwierdziłem, że może warto do tego lekarza miastowego iść, znowu te plecy prześwietlić. Jeszcze nigdy nie widziałem tak zszokowanego człowieka!
Kręgosłup jak nowy! Jak pan to zrobił?! – powtarzał w kółko lekarz.
Od tamtej pory 4 miesiące minęły, czuję się, jakbym z 30 lat miał. A żona moja mówi, że ona to jak 20-latka, bo po mnie ten pas nosiła i też już jej plecy nie bolą! Na tańce chce się ze mną wybrać!" — cieszy się pan Mieczysław.
Komentarze:
Ania543
Zamówiłam dla mamy, która z powodu przepukliny kręgosłupa już ledwo chodziła. Bała się operacji, bo ma już prawie 80 lat, w to, że ten pas jej pomoże, też nie wierzyła. Łatwo się zakłada, pokazałam jej co i jak i powiedziałam, żeby na kilka godzin dziennie zakładała. Po tygodniu do mnie zadzwoniła i od razu było słychać, że zadowolona! Powiedziała, że mniej ją plecy bolą! A później jeszcze lepiej było! Mama jest teraz o wiele sprawniejsza, jakby odmłodniała z 10 lat!
Karolina Majewska
Kasiu, ja zamówiłam dla 90-letniego taty! Ludźmi w takim wieku to już się służba zdrowia nie interesuje! Na operację za stary, leki przeciwbólowe zaszkodzą, to jakieś zabiegi i masaże zalecili. A co to dało? Nic! Dopiero ten pas pomógł!
Marcinn
Mam brata w Austrii i przywiozłem sobie ten pas chwilę przed tym, jak u nas można go było zamówić. Dla pracujących fizycznie to wybawienie!
662kaska
Jednak nie ma tego złego! Byłam załamana, że nie stać mnie na prywatną operację na przepuklinę kręgosłupa, a na tę państwową czekałam tak długo, że zdążyłam się o tym pasie dowiedzieć hahahaha No i operacja nie jest już potrzebna!
Marqo
Mam uwierzyć, że jak założę jakiś pas na plecy, to boleć przestaną? A w istnienie krasnoludków też wierzycie?
Wroclawianka62
Krasnoludków nigdy nie widziałam, ale po tym przestały mnie boleć plecy.
Marqo
Pewnie trochę pobolewały i same z siebie też by przestały boleć, bez tego paseczka!
Wroclawianka62
Hahaha nie mój drogi, dyskopatia odcinka lędźwiowego, prawie 20 lat udręki. Operacji się bałam, nic innego nie pomagało. Pomógł dopiero pas dekompresyjny. Już normalnie chodzę.
Marqo
Ta na pewno…
Witold
Wrocławianko, daj sobie spokój. Pan Marqo pewnie nawet nie wie, co to ból pleców i nie ma pojęcia, o czym mówi.
Wroclawianka62
Ma pan rację, nie ma się co kłócić i denerwować! Pozdrawiam!
Mila65
Potwierdzam wszystko. Te biomagnesy są niesamowite! Bardzo bolał mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Miałam kiedyś wypadek i to od tego. Próbowałam wielu rzeczy, ale tak naprawdę pomógł dopiero ten austriacki pas.
Justin
Takie są dobre, a za darmo rozdają?! Hahahaa
Marta363
Wiem, ile te pasy teraz w Austrii kosztują, mało którego Polaka byłoby stać! Podejrzewam, że u nas zaraz będą kosztować tyle samo!
Zofia
Za darmo jest tylko ileś tam sztuk!
RyszardII
Tak często duże firmy robią. Ileś tam produktów za darmo, a dzięki temu mają darmową reklamę. Jeśli produkt jest dobry, to ludzie polecą go innym i interes się kręci.
Mari_anna
Ja dostałam za darmo i wszystko potwierdzam! Jakieś 1,5 miesiąca później na wycieczkę autokarową pojechałam, całe dnie chodzenia. Wcześnie to było niemożliwe. Czasem miałam nawet problem, żeby do sklepu dojść!
Barbara Smolarz
Bardzo dobry produkt. Austriacka precyzja! Z tego samego pasa korzystałam i ja, i mój mąż.
Malgosia
Z tego, co wiem, z tych pasów korzystają w domach opieki w Austrii. No ale to bogaty kraj!
Dagmara_36
U nas biedny to można za darmo dostać hahahaha